Cukier waniliowy…

 

Od czasu, gdy przypadkiem dowiedziałam się z czego można pozyskać tak popularną wanilinę, omijam cukier wanilinowy szerokim łukiem. Nie znaczy to jednak, że przestałam lubić smak wanilii…

Z racji tego, że zapasy poświąteczne już dawno zniknęły, przyszła pora na ich uzupełnienie. W słoiczku znalazła się piękna, błyszcząca laska wanilii (wcześniej przekroiłam ją wzdłuż) i cukier. Już niedługo będziemy raczyć się cudownie aromatycznym cukrem waniliowym. Tym razem już nie zakładam, że starczy do następnych świąt… Jakimś cudem słoiczek z dnia na dzień jest lżejszy, a moja kuchnia wkracza w zupełnie inny wymiar, wymiar pachnący zmysłową i subtelną wanilią.

W pękatym słoiczku zamknęłam odrobinę tego aromatu i liczę na to, że za dwa tygodnie pół kilograma zwyczajnego i nudnego cukru nabierze zarazi się tym waniliowym charakterkiem. Odrobinę, a dokładniej jedną laseczkę… Piękna i błyszcząca wyglądała nieśmiało ze szklanej fiolki. Uważam, że bezpieczniej jest zakupić taką właśnie pakowaną, mamy wtedy pewność, że ani odrobina tego cudnego zapachu się nie zmarnowała.

…jakoś chyba wytrzymam te 14 dni, a później na pewno uraczę się kawą ze szczyptą waniliowego, nie wanilinowego cukru…

0

3 Odpowiedzi

  1. A ja bym jeszcze ten strąk wanilii rozpłatał, a to co jest w środku wyjął i dodał do cukru. To nic, że w cukrze będą ziarenka wanilii ale tam właśnie, w tej zawartości znajduję się moc zapachu.
    Pozdrawiam.

    1. Święta prawda. Zanim cukier się zrobił nieraz wstrząsałam słoiczkiem. Dzięki temu nasionka wanilii przedostały się do cukru. W niczym mu to nie zaszkodziło, wręcz przeciwnie. Dziękuję za komentarz :)

Dołącz do dyskusji na temat tego przepisu